Decyzja o tym, by wypłynąć na szerokie wody nie zawsze jest łatwa. Kiedy zaczynało się przygodę z żeglarstwem od pływania niewielkim jachtem po śródlądowych jeziorach, potęga otwartych wód może onieśmielić niejednego wytrawnego żeglarza szuwarowego. Jednak w życiu wodniaka musi pojawić się taki moment, kiedy Mazury robią się dla niego w końcu za ciasne. Gdy znane jeziora i jachty robią się za małe na naszego żeglarskiego ducha, morze zaczyna kusić swoimi falami.
I tutaj zaczynają pojawiać się wątpliwości i pytania – oto 5 najczęściej zadawanych pytań o pierwszy morski rejs.
Czy mam wystarczająco dużo wiedzy i umiejętności żeby jechać na morze?
Dla niewielu osób pierwsze spotkanie z żeglarstwem następuje na morzu. Zdecydowana większość zaczyna na śródlądziu, a na otwarte wody wypływa dopiero po nabraniu doświadczenia na jeziorze. Jednak kiedy właściwie jest odpowiedni moment, żeby spróbować swoich sił na morzu? Czy jest to jakoś dokładnie określone? Otóż moim zdaniem wszystko zależy od potrzeb danego żeglarza. Są osoby, które mogą przez kilka lat pod rząd pływać w te i we wte po Mazurach i w ogóle im się to nie nudzi, a są też tacy, którzy są ponadprzeciętnie rządni przygód i wkrótce bujanie się łódką po ograniczonym jeziorze staje się dla nich jak jazda na rowerku stacjonarnym.
Czasem zdarza się, że ktoś chciałby pojechać na morze, ale obawia się, że będzie to dla niego za trudne – bo na przykład dopiero niedawno zdał egzamin na patent żeglarski i nie ma dużego doświadczenia w prowadzeniu jachtu… Na szczęście jest na to dobra rada: jeżeli ktoś lubi pływać na żaglach i chciałby zobaczyć, jak wygląda żeglarstwo morskie, to nawet jeżeli nie potrafi zawiązać wszystkich istniejących węzłów albo nie zna całego podręcznika żeglarskiego na pamięć, to nie powinno go to powstrzymywać przed wyjazdem na morze. Na pierwszy turystyczny rejs morski możemy płynąć niezależnie od poziomu naszych żeglarskich umiejętności.

Nikt nie będzie was odpytywał ze znajomości meteorologii przed wejściem na jacht. Oczywiście im więcej wiecie jadąc na rejs, tym więcej macie szansę się tam nauczyć. Z żeglarstwem jest jak z puzzlami: im więcej łatwiejszych fragmentów ułożycie sami, tym więcej macie czasu na to, aby z trudniejszymi fragmentami ktoś wam pomógł. Tak czy owak – wyjazd na morze warto potraktować jako możliwość nauczenia się nowych umiejętności, nie jako sprawdzian z tego, co już „przerabialiście”.
Czym różni się żeglarstwo morskie od pływania po Mazurach?
Rzeczywiście jest kilka różnic pomiędzy żeglarstwem morskim i śródlądowym, jednak główny schemat pozostaje podobny. Na morzu, tak jak na Mazurach, załoga pływa jachtem z miejsca na miejsce, na nim śpi i gotuje posiłki – choć oczywiście na obu rejsach istnieje też możliwość wyjścia na obiad do restauracji. Różnica jest głównie w skali: przeloty między portami na morzu są zdecydowanie dłuższe niż te na śródlądziu.
Nierzadko jeden odcinek trasy trwa kilkanaście godzin. Dlatego też często żegluje się nocą, co na Mazurach nie jest często praktykowane – głównie dlatego, że przepisy dozwalają na uprawianie żeglugi jedynie na czterech akwenach na całym szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Długie morskie przeloty mają jednak niewątpliwe zalety: zamiast jak na Mazurach pływać od jednej miejscowości do drugiej, na otwartych wodach można pływać od kraju do kraju. Dodatkowo nocna żegluga jest świetną okazją do nauki świateł nawigacyjnych. Można na przykład nauczyć się rozpoznawać z daleka płynące jednostki oraz poznać charakterystykę oświetlenia poszczególnych boi, czyli w naturalnych warunkach zdobyć żeglarską wiedzę, która faktycznie jest wiedzą przydatną!
Jachty morskie także są większe niż te na śródlądziu i tutaj nietrudno sobie wyobrazić wszystkie plusy: pod pokładem można się bez problemu wyprostować (a czasem nawet przeciągnąć), kuchenka posiada zazwyczaj aż cztery palniki i jest zamocowana na żyroskopie. Na morskim jachcie korzysta się także z kingstonów, więc na szczęście aby do toalety nie trzeba czekać, aż się dopłynie do portu.
Poza tym, choć na morzu zdarza się również flauta, zwykle fale są tam dużo większe niż te, do których przyzwyczajają nas Mazury. Jacht płynie zwykle dużo szybciej niż na śródlądziu, a rozmiar żagli i grubość want robi przytłaczające wrażenie. Więc mimo, że warunki – fala i wiatr – są dużo „poważniejsze” niż na śródlądziu, także jacht jest o wiele stabilniejszy. Mimo rozbujanego morza jacht nie przechyla się tak mocno ani tak gwałtownie jak czasem kiwa się łódka mazurska – nie ma więc co liczyć na spektakularne przechyły!
Co jeżeli dopadnie mnie choroba morska?
Po pierwsze należy podkreślić, że choroba morska nie jest oznaką braku umiejętności żeglarskich i nikt za to nie odbiera patentu żeglarskiego. Wielu kapitanów cierpi na chorobę morską i się tego nie wstydzą. Jest to po prostu odmiana choroby lokomocyjnej: łódka jeździ po fali w górę i w dół, wtedy błędnik szaleje, bo wydaje mu się, że świat wokoło wiruje, a jacht się nie porusza i stąd pojawiają się nudności i wymioty. Z pewnością nie jest to najlepsza zachęta do wyjazdu na rejs morski, jednak mam też dwie dobre wiadomości. Pierwsza jest taka, że nie każdy musi przechodzić przez chorobę morską. Jeżeli ktoś śmieje się jadąc rollercoasterem i krzyczy „ja chcę jeszcze raz!” po zejściu z karuzeli w lunaparku, to jest duża szansa, że po wejściu na jacht morski również będzie czuł się znakomicie.
Druga dobra wiadomość to: choroba morska mija. Więc jeżeli nawet pierwszego dnia ciężko będzie czerpać przyjemność z żeglarstwa, to prawdopodobnie z każdym kolejnym przelotem będzie coraz lepiej. Organizm ludzki jest zdolny do przyzwyczajenia się do najróżniejszych rzeczy, więc i do nieludzkiego bujania w końcu się przyzwyczaja. Z mojego doświadczenia wynika, że pierwszy przelot jest najcięższy: cała załoga ulega wtedy powolnemu rozkładowi w kokpicie. Zawsze jednak wszyscy są bardzo solidarni w tej niedoli, więc nigdy nie widziałam, aby ktoś został uznany za „słabeusza” z powodu choroby morskiej, bo nawet najwięksi twardziele potrafią wymięknąć. Jednak prawda, co mówią szanty: przed morzem każdy jest równy.
Co zapakować na rejs morski?
Podobnie jak kiedy jedziemy na Mazury, warto zabrać ze sobą sporo ciepłych ubrań na zmianę. Szczególnie nie polecam oszczędzać na skarpetkach – zwłaszcza tych wysokich. Nawet jeżeli jedziemy na rejs do ciepłych krajów w środku lata, należy pamiętać o tym, że na wodzie zawsze jest o kilka stopni niższa temperatura niż na lądzie. Najbardziej jest to odczuwalne w nocy, a przecież wystarczy, że wtedy chce nam się spać – po co miałoby na dodatek być nam zimno? Mimo, że zwykle się mówi, że na rejs po Mazurach nie trzeba kupować sztormiaka, ponieważ tamtejszą pogodę damy spokojnie radę przetrwać w zwyczajnych kurtkach przeciwdeszczowych, tak na morzu porządny sztormiak może zdecydowanie poprawić stan naszego komfort na morzu. Jeżeli tylko jest taka możliwość, warto zakupić dobre (a to wcale nie musi być synonim do „drogie”) spodnie i kurtkę przeciwdeszczową oraz kalosze. Na morzu wcale nie muszą panować warunki sztormowe, by fala przelewała się przez dziób i oblewała załogę w kokpicie. 
Poza tym czapka zimowa i szalik lub komin na szyję są niezbędne w każdych warunkach – nawet podczas naszego rejsu po Wyspach Zielonego Przylądka każdą nocną wachtę spędzaliśmy poubierani od stóp do głów w wełniane skarpety, swetry i czapki ponaciągane na uszy. Oprócz ciepłych ubrań, również niezależnie od pory roku, polecam zaopatrzyć się w krem przeciwsłoneczny – nawet jesienne słońce na Bałtyku potrafi przypiec boleśnie skórę na nosie.
Jak się przygotować?
Zanim damy się beztrosko unieść przygodzie, warto zadbać o to, by odpowiednio się do niej przygotować. Większość żeglarzy jest tego świadoma, dlatego przed pierwszymi morskimi wojażami poszukują rzetelnych informacji i zadają sporo pytań. Na naszym blogu opisaliśmy najważniejsze kwestie związane z pierwszym rejsem morskim w tych trzech artykułach:
Jeżeli więc i ty zastanawiasz się nad zostaniem wilkiem morskim, zapraszam do lektury!
Zapraszamy na nasz bałtycki rejs Pierwsza Fala dedykowany dla początkujących wilków morskich! Rejsy morskie dla młodzieży po Zatoce Gdańskiej – bezpieczeństwo, nauka żeglarstwa morskiego i atrakcje turystyczne.

Barbara Zaczek – instruktor żeglarstwa
Prowadzi podcast o tematyce żeglarskiej – Zając na żaglach – na którym dzieli się swoimi doświadczeniami z różnych rejsów i szkoleń. Miłośniczka czworonogów, marzy, by mieć na pokładzie własnego psa do podawania cum.