Nasze Bałtyckie Morze – kto choć raz nie spędził wakacji z rodziną nad jego brzegiem? Mimo, że od kilku lat chętniej wyjeżdża się spędzić urlop za granicą, a plaża w Kołobrzegu z roku na rok jest coraz mniej oblegana przez turystów, chyba każdy odczuwa swego rodzaju sentyment do Bałtyku. Przechadzając się pustym brzegiem morza w pogodny dzień można poczuć, że to morze jest takie „nasze”. Piaszczysta plaża też wtedy jest „nasza” i las i wydmy też są „nasze”. Jednak ile osób miało okazję zobaczyć to tak bardzo nasze wybrzeże… z drugiej strony?
„Rejs na Bałtyk? No nie wiem…”
Czy rejs po naszym polskim morzu jest dobrym pomysłem na pierwszy raz? Nie wiem dlaczego, ale wiele osób stroni od Bałtyku i na pierwszy morski rejs wolą pojechać na cieplejsze wody: do Grecji czy Chorwacji. Jedni mówią, że jest to kwestia pogody: na południu jest po prostu cieplej! Jest to zupełnie słuszny argument, o ile mówimy o sezonie letnim. Niestety latem ceny śródziemnomorskich krajów potrafią skutecznie odstraszyć, więc wiele osób decyduje się na wyjazd wiosną lub jesienią, kiedy temperatury wcale nie rozpieszczają – na Bałtyku w sierpniu jest często o wiele cieplej niż podczas majówki w Chorwacji. Na początku września nasze polskie morze potrafi rozpieszczać pogodą – dotychczas żeglowałam po nim głównie pod koniec lata i ani razu mnie nie zawiodło. Nie znaczy to, że można się opalać na pokładzie w bikini, ale trafiają się dni, kiedy krótki rękaw spokojnie wystarcza.

Inni z kolei stronią od Bałtyku z powodu niepochlebnych rzeczy, które o nim słyszeli. Niestety wiele osób zwyczajnie… nie wie co mówi. Oczywiście – jest to duży akwen, momentami bardzo trudny żeglugowo, na którym zdarzają się sztormy i wszelkiego rodzaju wypadki, ale umówmy się: przecież nie zamierzamy udawać polarników-marynarzy i na pierwszy rejs ładować się na sam koniec Zatoki Botnickiej! Jeżeli więc pływa się z głową – Bałtyk nie jest straszny.
Bezpieczeństwo
Wbrew pozorom i morskim opowieściom rejs po Bałtyku może przebiec zupełnie spokojnie. Szczególnie warunki panujące w Zatoce Gdańskiej sprzyjają stawianiu pierwszych morskich kroków. Półwysep Helski tworzy naturalny falochron, dlatego fala, którą można spotkać w okolicy Gdańska, Gdyni czy Sopotu jest dużo spokojniejsza niż na środku morza. Wobec tego jacht mało się buja na fali, a dzięki temu istnieje bardzo nikłe prawdopodobieństwo, że choroba morska popsuje nam wrażenia. Nie ma też wielkich szans na to, że w zatoce zaskoczy nas sztorm.
Przeloty między portami są oczywiście większe niż na śródlądziu, jednak mimo to są one dużo mniej wyczerpujące, niż gdyby na przykład płynąć z Polski na Bornholm. Zwykle trwają one po kilka godzin, czyli podobnie jak na Mazurach – z tą różnicą, że nie trzeba zatrzymywać się na obiad w porcie. Bliskość wybrzeża ma też tę ogromną zaletę, że w razie pojawienia się jakiejkolwiek awarii, można szybko spłynąć do brzegu, dokąd nasz armator bez problemu będzie mógł dotrzeć i pomóc w rozwiązaniu problemu.
Możliwość poćwiczenia manewrów
Wielu kursantów po obozie na Mazurach chciałoby spróbować sił na morzu. Niestety często po swoim pierwszym rejsie morskim są zawiedzeni. To nie tak, że nie było fajnie – bo było! – ale jakoś tak… trochę nuda i w sumie mało nowych rzeczy się nauczyli… Szkopuł tkwi w tym, że większość rejsów morskich polega na tym, aby jak najszybciej wypłynąć z portu, nabić jak najwięcej godzin rejsu i w międzyczasie jak najbardziej wypocząć. Natomiast płynąc spokojnie polskim wybrzeżem Bałtyku ma się zwykle dużo czasu do wykorzystania – nie trzeba się śpieszyć do portu, można więc bez nerwów pokręcić łódką po akwenie i przekonać się jak to jest kierować dużym jachtem morskim.

Osobiście pierwszy raz zrobiłam zwrot przez rufę jachtem morskim dopiero na kursie na Jachtowego Sternika Morskiego, czyli w momencie, kiedy od mojego pierwszego rejsu morskiego minęły już 4 lata… Myślę, że to trochę szkoda, jednak jest to zrozumiałe: płynąc od portu do portu na morzu bardzo rzadko wykonuje się zwroty. Czasem jest to jeden zwrot na cały dzień, czasem zero. No i bardzo rzadko zdarza się, żeby ten zwrot mógł wykonać nieopierzony kursant. Wydaje mi się jednak, że rejs wzdłuż wybrzeża jest świetną okazją do tego, by spróbować w kontrolowanych i spokojnych warunkach pomanewrować dużym jachtem żaglowym. Będąc bowiem po raz pierwszy na pokładzie jachtu morskiego można poczuć się co najmniej nieswojo – wszystko jest takie duże, ciężkie, zamiast rumpla – koło sterowe, na dodatek łódka się nie buja, kiedy wchodzi się na pokład… Dzięki temu, że chwyci się za ster i spróbuje porobić zwroty, można zobaczyć, że w gruncie rzeczy jacht morski działa jak każda inna łódka i poczuć się dużo pewniej na pokładzie takiego „potwora”. Poza tym kiedy żeglarz przekona się na własnej skórze, że samo sterowanie jachtem morskim nie jest żadną wielką sztuką, łatwiej będzie mu w przyszłości zdecydować się na kurs na JSM.
Okazja do nauki teorii w praktyce
Osobiście w zupełności rozumiem, że nie wszyscy lubią się uczyć – jest przecież mnóstwo innych, ciekawszych rzeczy, które można robić zamiast tego. Jednak wiem także, że wielu żeglarzom, podobnie jak mnie, sprawia dużą przyjemność możliwość nauczenia się rzeczy, które są przydatne w praktyce. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego w żeglarstwie niż moment, w którym możesz w praktyce wykorzystać zdobytą wiedzę teoretyczną. Niestety na typowym morskim rejsie nie ma zbyt dużych szans na to, że poszerzymy znacząco nasz zasób informacji żeglarskich. Kiedy się płynie, to się płynie i trzeba patrzeć, żeby nie wjechać w jakiś tankowiec. Nikt nie ma wtedy głowy do mierzenia się z zawiłościami nawigacyjnymi czy charakterystyką świateł. Tym bardziej warto wykorzystać brak pośpiechu podczas rejsu wzdłuż wybrzeża Bałtyku na zdobycie wiedzy.

Zatoka Gdańska i okolice Helu obfitują w światła, boje i różne inne nawigacyjne ciekawostki. Po przypłynięciu do portu zarówno kapitan jak i załoga mają nadal sporo sił, które można spożytkować na poszerzenie swoich żeglarskich horyzontów. Ponadto na naszym wybrzeżu można spotkać różne ciekawe podejścia do portów: między główki portu we Władysławowie można trafić kierując się nabieżnikami, do Gdańska płynie się długim kanałem i pod mostem zwodzonym…
Co więcej, na samym jachcie jest wiele sprzętów, które mogą stanowić prawdziwą zagadkę dla debiutujących żeglarzy. Można poprosić kapitana, aby pokazał jak działa jachtowy GPS oraz aby nauczył podstawowej obsługi radia.
Widoki
Ostatnią, ale wcale nie mniej ważną, rzeczą są walory estetyczne naszego wybrzeża. Powiedzmy sobie wprost: potrafi być naprawdę piękne. Jeszcze kilka lat temu myślałam sobie: „Polskie wybrzeże? No wiadomo, piasek, drzewa, ładnie. Znane klimaty.”, jednak kiedy zobaczyłam to wszystko od drugiej strony na bałtyckim rejsie, miałam wrażenie, że widzę je po raz pierwszy. Kiedy zacumuje się wieczorem w porcie na Helu, zejdzie z kei na betonowy deptak i popatrzy na niebo, widać chmury w dziwacznych kształtach, które unoszą się nad półwyspem i różowią się od zachodzącego słońca – nieprawdopodobny widok. To prawda, lekko trąci kiczem, ale natura – w przeciwieństwie do malarzy – może sobie na to pozwolić. Z drugiej strony, wpływając do Gdańska Martwą Wisłą jest się otoczonym przez postindustrialny krajobraz. Dźwięk pracujących maszyn unosi się w powietrzu, a wszędzie dookoła stoją tajemnicze stalowe konstrukcje i nie widać ani żywej duszy…

Choć zdanie, że „nie trzeba daleko wyjeżdżać, aby przeżyć wspaniałe przygody” jest okrutnie oklepane i notorycznie nadużywane, akurat w przypadku polskiego wybrzeża jak najbardziej się sprawdza: zmiana perspektywy z czysto turystycznej na żeglarską potrafi sprawić, że spojrzymy na wybrzeże Bałtyku dużo łaskawszym okiem niż wcześniej.
Jeżeli chcecie wiedzieć, czego należy się spodziewać na pierwszym morskim rejsie, przeczytajcie nasz kolejny artykuł:
Zapraszamy na nasz bałtycki rejs Pierwsza Fala dedykowany dla początkujących wilków morskich!
Barbara Zaczek

Barbara Zaczek – instruktor żeglarstwa
Prowadzi podcast o tematyce żeglarskiej – Zając na żaglach – na którym dzieli się swoimi doświadczeniami z różnych rejsów i szkoleń. Miłośniczka czworonogów, marzy, by mieć na pokładzie własnego psa do podawania cum.